fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Jak przeżyć po wizycie u dietetyka klinicznego – cz. 2

Jak przeżyć po wizycie u dietetyka klinicznego – cz. 2

Jak przeżyć po wizycie u dietetyka klinicznego – cz. 2

Pierwsza wizyta u dietetyka klinicznego za Tobą. Teraz czas na wprowadzanie zmian w swojej diecie i swoim stylu życia. Wygląda na to, że czeka Cię sporo pracy. Jak przeżyć pierwsze dwa tygodnie po wizycie u dietetyka klinicznego? Pora na kolejny artykuł z tej serii.

W części pierwszej pisałem o dwóch zaleceniach dietetyka – o odstawieniu glutenu i nabiału. To dla wielu duże wyzwanie. Do tego dochodzi jeszcze rezygnacja ze strączków. Dlaczego?

Dalsze zalecenia dietetyka

Rośliny strączkowe – któż nie lubi fasolki po bretońsku lub grochówki (a już takiej przydrożnej z wojskowego kotła to w ogóle bomba)? Strączki również zawierają związki antyodżywcze, kwas fitynowy i lektyny. Ktoś powie, że warzywa strączkowe mają przecież białko! Tyle tylko, że ludzie lepiej przyswajają białko zwierzęce. Białka roślinne są gorzej przyswajalne przez człowieka i nie zawierają kompletu aminokwasów egzogennych (tych, których ludzki organizm nie potrafi sam syntetyzować i muszą być dostarczane z pożywieniem). To raz, a dwa – nasz gatunek wcale nie potrzebuje dużych ilości białka.

No dobra, wiemy już, czego nie jeść. Myślałby kto, że teraz pójdzie z górki… A figa!

Po wizycie u dietetyka – badania i kolejne zmiany

Pamiętam, jak w imieniu żony odbierałem jej wyniki testów na nietolerancje pokarmowe (robiła Food Detective na 59 składników). Grzecznie poszedłem do laboratorium. Miła pani podaje mi wyniki. Pytam, o co w tym wszystkim chodzi, bo jak dla mnie, to mnóstwo pieniędzy poszło i nie wiadomo, co z tego wynika. Kobieta spogląda i łapie się za głowę. Wszystkie zboża, jajka, cytrusy, strączki do eliminacji. Kobiecina się strasznie zmartwiła: „Biedna, co ona teraz będzie jadła, jak tu dalej żyć z takimi nietolerancjami?”. Stoję spokojnie i patrzę, co w ogóle zostało na liście. Nie jest źle… Mięso, warzywa, tłuszcz – czyli paleo bez jajek i bez cytrusów. A ta przemiła zatroskana pani nadal się zamartwia, że naprawdę musimy znaleźć teraz dobrego lekarza i wybitnego dietetyka. Uspokoiłem ją, że sobie poradzimy.

Kilka ważnych zasad

Pierwszy krok po wizycie u dietetyka to nie tylko eliminacja z jadłospisu tego, co nam nie służy. Trzeba też bardziej zwracać uwagę na jakość tego, co jemy. Przede wszystkim, aby jedzenie, po które możemy sięgać, było zdrowe, musimy pamiętać o kilku zasadach:

  • Jeśli już musimy mieć ze sklepu gotowy wyrób, to najlepiej, aby miał jak najkrótszy skład. O co w tym chodzi? To proste – mięso ma się składać z mięsa i przypraw. Niektóre wyroby mają tak długi skład, jak wypracowanie ucznia w podstawówce. W pracy zawodowej widziałem już naprawdę cuda… Boczek wędzony, który składał się w 60% z boczku, smalec z dodanym glutenem (i informacją na etykiecie „zawiera gluten”). Takich produktów należy unikać. Naucz się czytać etykiety.
  • Jeśli nie jesteśmy skazani na sklep, to bardzo mądrym posunięciem będzie kontakt z jakimś rolnikiem. Owszem, mamy targowiska, gdzie na straganach są przepiękne warzywa i owoce, ale większość z nich jest… za ładna. Ja staram się kupować od drobnych sprzedawców. Przykładowo rolnik podjeżdża na osiedle i z auta sprzedaje warzywa (sprawdź, czy w twojej miejscowości działa kooperatywa spożywcza). Albo jak widzę na targu, że ktoś stoi z boku i nie ma za dużo towaru, to do niego podchodzę. Zawsze warto zagadać, zapoznać się i dowiedzieć, co i skąd dana osoba sprzedaje. Jak już zdobędzie się zaufanie drobnego sprzedawcy, to warto podpytać, czy nie ma jakiegoś dobrego mięsa albo zna kogoś, kto takie dostarcza. Najlepiej kupować od takich, którzy mają mało zwierząt. Dlaczego? Żal im pieniędzy na paszę i nie dają sztucznej karmy. Najlepiej kupować bezpośrednio od producenta, np. rolnika.

Przeczytaj, jak się dobrze zorganizować i łatwiej robić zakupy

Przeczytaj również część 1 i część 3.

To może Cię zainteresować

Prawa autorskie – zapoznaj się!

Autor



Paweł Jackowski

Pierwsza wizyta u dietetyka klinicznego za Tobą. Teraz czas na wprowadzanie zmian w swojej diecie i swoim stylu życia. Wygląda na to, że czeka Cię sporo pracy. Jak przeżyć pierwsze dwa tygodnie po wizycie u dietetyka klinicznego? Pora na kolejny artykuł z tej serii.

W części pierwszej pisałem o dwóch zaleceniach dietetyka – o odstawieniu glutenu i nabiału. To dla wielu duże wyzwanie. Do tego dochodzi jeszcze rezygnacja ze strączków. Dlaczego?

Dalsze zalecenia dietetyka

Rośliny strączkowe – któż nie lubi fasolki po bretońsku lub grochówki (a już takiej przydrożnej z wojskowego kotła to w ogóle bomba)? Strączki również zawierają związki antyodżywcze, kwas fitynowy i lektyny. Ktoś powie, że warzywa strączkowe mają przecież białko! Tyle tylko, że ludzie lepiej przyswajają białko zwierzęce. Białka roślinne są gorzej przyswajalne przez człowieka i nie zawierają kompletu aminokwasów egzogennych (tych, których ludzki organizm nie potrafi sam syntetyzować i muszą być dostarczane z pożywieniem). To raz, a dwa – nasz gatunek wcale nie potrzebuje dużych ilości białka.

No dobra, wiemy już, czego nie jeść. Myślałby kto, że teraz pójdzie z górki… A figa!

Po wizycie u dietetyka – badania i kolejne zmiany

Pamiętam, jak w imieniu żony odbierałem jej wyniki testów na nietolerancje pokarmowe (robiła Food Detective na 59 składników). Grzecznie poszedłem do laboratorium. Miła pani podaje mi wyniki. Pytam, o co w tym wszystkim chodzi, bo jak dla mnie, to mnóstwo pieniędzy poszło i nie wiadomo, co z tego wynika. Kobieta spogląda i łapie się za głowę. Wszystkie zboża, jajka, cytrusy, strączki do eliminacji. Kobiecina się strasznie zmartwiła: „Biedna, co ona teraz będzie jadła, jak tu dalej żyć z takimi nietolerancjami?”. Stoję spokojnie i patrzę, co w ogóle zostało na liście. Nie jest źle… Mięso, warzywa, tłuszcz – czyli paleo bez jajek i bez cytrusów. A ta przemiła zatroskana pani nadal się zamartwia, że naprawdę musimy znaleźć teraz dobrego lekarza i wybitnego dietetyka. Uspokoiłem ją, że sobie poradzimy.

Kilka ważnych zasad

Pierwszy krok po wizycie u dietetyka to nie tylko eliminacja z jadłospisu tego, co nam nie służy. Trzeba też bardziej zwracać uwagę na jakość tego, co jemy. Przede wszystkim, aby jedzenie, po które możemy sięgać, było zdrowe, musimy pamiętać o kilku zasadach:

  • Jeśli już musimy mieć ze sklepu gotowy wyrób, to najlepiej, aby miał jak najkrótszy skład. O co w tym chodzi? To proste – mięso ma się składać z mięsa i przypraw. Niektóre wyroby mają tak długi skład, jak wypracowanie ucznia w podstawówce. W pracy zawodowej widziałem już naprawdę cuda… Boczek wędzony, który składał się w 60% z boczku, smalec z dodanym glutenem (i informacją na etykiecie „zawiera gluten”). Takich produktów należy unikać. Naucz się czytać etykiety.
  • Jeśli nie jesteśmy skazani na sklep, to bardzo mądrym posunięciem będzie kontakt z jakimś rolnikiem. Owszem, mamy targowiska, gdzie na straganach są przepiękne warzywa i owoce, ale większość z nich jest… za ładna. Ja staram się kupować od drobnych sprzedawców. Przykładowo rolnik podjeżdża na osiedle i z auta sprzedaje warzywa (sprawdź, czy w twojej miejscowości działa kooperatywa spożywcza). Albo jak widzę na targu, że ktoś stoi z boku i nie ma za dużo towaru, to do niego podchodzę. Zawsze warto zagadać, zapoznać się i dowiedzieć, co i skąd dana osoba sprzedaje. Jak już zdobędzie się zaufanie drobnego sprzedawcy, to warto podpytać, czy nie ma jakiegoś dobrego mięsa albo zna kogoś, kto takie dostarcza. Najlepiej kupować od takich, którzy mają mało zwierząt. Dlaczego? Żal im pieniędzy na paszę i nie dają sztucznej karmy. Najlepiej kupować bezpośrednio od producenta, np. rolnika.

Przeczytaj, jak się dobrze zorganizować i łatwiej robić zakupy

Przeczytaj również część 1 i część 3.

To może Cię zainteresować

Prawa autorskie – zapoznaj się!

Autor

Paweł Jackowski
28 czerwca 2016

Tagi

Komentarzy: 2

  1. Avatar Marta M 28 czerwca 2016 o 19:32

    Chyba wiem, skąd magicznie gluten w smalcu. Gotowa „smażona cebulka” jest od raz panierowana w mące pszennej, żeby bardziej chrupała… czyżby wykorzystywali gotowiec?
    I tak, witki opadają… ;]

    • Paweł Jackowski 30 czerwca 2016 o 09:23

      dokładnie tak samo myślę, kupują gotową prażoną cebulę i mieszają z wytopioną słoniną. Tak powstaje „domowy” smalec i jeszcze Ci wmówią, że jest od „babuni”. Najbardziej smutne było w tym wszystkim to, że to jest sieć sklepów mięsnych, o których miałem bardzo dobre zdanie. Teraz już tam nic nie kupuje.

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Paleo jadłospis 1-10-2014

Dzisiaj był dorsz z pieca, kiszony ogórek, surówka z marchwi i buraków, do tego 0,5l soku z marchwi. Obiad był "chudy", czyli bez tłuszczu zatem uzupełniłam węglowodanami z soku marchwiowego. Dawno się tak dobrze nie

WIĘCEJ >

Jak robić zakupy?

Jak bumerang w kółko powracają tematy w stylu, nie mam co jeść, nie mam gdzie kupić, czy nie umiem zrobić. Dziś pokażemy Wam, jak wyglądają zakupy w Ajwen. Gdy już znajdziemy jakieś miejsce, gdzie można coś…

WIĘCEJ >

Paleo jadłospis 28-07-2014

Pierwszy dzień w pracy po urlopie… co za dramat! I tak od razu 8:00-20:00. Po południu myślałam, że nie dotrwam końca (zmęczenie mózgu i zmęczenie żebrem). Kiedy lecę w ciągu pracowym jakoś jestem zaadaptowana i…

WIĘCEJ >
jak przetrwać zimę bez świeżych warzyw, warzywa, owoce, sezonowość

Sezonowość – jak przetrwać zimę bez świeżych warzyw?

Kiszonki – zawierają korzystny kwas mlekowy, który wspomaga naszą florę bakteryjną, ułatwia trawienie oraz wspomaga odporność. Ponadto kiszonki bogate są w witaminę C oraz bardzo ważną witaminę K i B, których ilość się zwiększa pod

WIĘCEJ >