logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Paleo jadłospis na urlopie w około Balatonu 2014

Paleo jadłospis na urlopie w około Balatonu 2014

krzys-kajaki.jpg

Gdy Krzyś miał roczek – byliśmy tydzień na spływie kajakowym, to tam uczył się chodzić, tam wyrzynały mu się pierwsze zęby. Przedsięwzięcie nie lada, bo do dwóch worków wodoodpornych trzeba było zabrać pieluchy, jedzenie dla skrzata, ciuchy (dziecko sporo może ich potrzebować, kiedy nie ma jak uprać), nasze rzeczy, namiot i kuchnię turystyczną. Wszystko ze sobą, bo na kajaku – to się tak po prosu nie da wysiąść i pójść na zakupy, czy pod prysznic. To była przygoda. Teraz sobie myślę – szaleństwo. Fotogaleria z kajaków.

Gdy Krzyś miał 2 latka wyruszyliśmy na Bornholm. Wielka przygoda, pierwszy raz promem, pierwszy raz rowerami z sakwami. Mieliśmy przyczepkę do przewozu dziecka i fotelik rowerowy. Przyczepka była lepsza do spania, a fotelik – to lepsze widoki. 10 dni rowerami, z sakwami, przyczepką i małym Krzysiem dookoła wyspy. Fotogaleria z Bornholmu.

Gdy Krzyś miał 3 tatka nie wybraliśmy się w żadne szczególne miejsce ale Krzyś zaczął jeździć na nartach (2,5 roku miał), na rowerze (bez kółek), kilka razy byliśmy na ściance wspinaczkowej, próbował stawać na desce surfingowej.krzys bornholm

Tym razem – z 4 letnim Krzysiem wybraliśmy się na Węgry, nad Balaton. To było kolejny raz ogromne wyzwanie i sporo nowości jak dla nas. Mieliśmy przyczepkę bagażową (większą, lepszą, droższą, solidniejszą, w poprzedniej urwało się mocowanie, na szczęście już po powrocie, zaraz po tym jak ruszyliśmy z promu), większy namiot (potrzebny był przedsionek na wypadek deszczu), nowe rowery (poprzednie były niestabilne), więcej sprzętu kuchennego, zabawki Krzycha, trailgator – do holowania małego rowerzysty (na wypadek jakby się zmęczył). Tym razem Krzyś jechał SAM!! To był stres. Krzyś już jeździ od 3 roku życia, a więc za nami rok wspólnych wypraw, ale nigdy nie wiesz co 4 latek wymyśli. Krzyś zna znaki drogowe, wie kiedy należy się zatrzymać, potrafi używać dzwonka, potrafi hamować. Hamowanie jest ważne, początki były takie że w akcję wchodziły buty. Teraz Krzyś sprawnie hamuję klamką hamulcową. Od początku chciałam by miał rower z hamulcem w rączce, to uczy prawidłowych nawyków na przyszłość, kiedy będzie miał „dorosły” rower.

Codziennie robiliśmy 25-35km, z czego większość Krzyś przejeżdżał na własnych nóżkach. Pękaliśmy z dumy i podziwu. Zawziętość odziedziczył na pewno po mamie 🙂 Były takie momenty, gdzie było na prawdę pod górę i gdzie na pewno było mu mega ciężko bez przerzutek, ale kazał się kawałek popchać i dalej jechał sam.

Jadło:

Ciężko było o dobre jadło dlatego, że o dziwo w okół Balatonu ciężko jest uświadczyć sklep. Jak już był, to nie było jaj, a z kiełbas były tylko te ostre i „konserwowane”. Już tam pal licho te kiełbasy, ale bez jaj to ciężko. Były upały zatem nie bardzo mogliśmy cokolwiek kupować na zapas. Naszym podstawowym jadłem zwykle na śniadanie były jaja z boczkiem lub z „ostrą, paprykową, pomarańczową” kiełbaska. Do tego warzywa: pomidor, ogórek lub papryka”. Jaja robiliśmy na maśle klarowanym. Była i kofi z naszej turystycznej kawiarenki (to ten srebrny imbryczek). Obiady – to była masakra :/ Nawet nie ma co tu opisywać. Upał 50st w słońcu albo lepiej, do tego zero zacienienia, czy ławki (infrastruktura słaba), nie było jak rozstawić kuchnię polową. Co jakiś czas trafiła nam się restauracja na trasie, a tam „gulasz węgierski” – niezjadliwy, a mięs bez panierki – ni ma! Wzruszali ramionami. No więc jadłam warzywa i czasami frytki, albo nic, albo to co zostało ze śniadania. Wieczorami jak już docieraliśmy na kemping, zwykle szliśmy do restauracji, bo do sklepu było za daleko, albo go nie było. W restauracji – karta jak na drugiej fotce 🙂 że niby co jest do jedzenia? 🙂

Węgry powaliły nas na łopatki. Myślałam, że fakt wyznaczenia trasy dookoła Balatonu zobowiązuje, będą sklepy, restauracje, bary, stragany przydrożne z lokalną żywnością. Tymczasem czasami ciężko było kupić nawet wodę.

Grzechy:

Zgrzeszyłam wielokrotnie bo nie miałam co jeść :/ jadłam frytki, piłam colę… Zdarzyło się zjeść ciastko francuskie. A to dlatego że pogoda była straszna. Lało cały dzień. Lało, a nie padało. Kemping zamienił się w jezioro, utknęliśmy w namiocie na cały dzień. Usłyszałam dźwięk samochodu z prowiantem i kupiłam… później zjadłam i czułam się masakra. Ból brzucha, ból głowy, brak ochoty na cokolwiek. Niestety ta buła (ciastko francuskie) – zapoczątkowała moje uzależnienie od cukru (mówię o tym w audycji – można odsłuchać).

Przygody:

Do przygód można zaliczyć cały wyjazd 🙂 To że Węgry są takie europejskie, a takie „pozamykane”. Tam wiele domów jest na sprzedaż, sklepy pozamykane, knajpy zbankrutowane. Zdarzało się, że kempingi które były na mapie były zamknięte, zlikwidowane lub zamienione na złomowiska. To czasami przysparzało nam sporych problemów, bo gdzie spać jak kemping miał być a nie ma, a następny za 10-15km? Większość plaż była prywatna, zamknięta lub za płotem. Jak za płotem to trzeba było zapłacić, aby wejść. Tyle że wejścia były tak skonstruowane, że z rowerami nie było możliwości. Wielokrotnie zaskoczyły nas przejazdy ścieżki rowerowej przez tory, gdzie tak naustawiali płotki, że z przyczepką czy trailgatorem bez pomocy dodatkowych rąk do dźwigania – ani rusz. Nie wiem co za inteligencja projektowała trasę rowerową? To co również mnie zszokowało to zakaz wprowadzania psów na kemping. Nigdzie się z tym nie spotkałam w Europie. Przecież ile ludzi podróżuje ze swoimi pupilami, szczególnie kempingowcy i przyczepowcy. Ci z pewnością na Węgry nie pojadą bo ich na kemping nie wpuszczą. To zdecydowanie odstrasza turystów.

Węgierskie kombinowanie:

To coś jak bym była w Polsce 🙂 Polak i Węgier dwa bratanki. Nie na próżno jest takie powiedzenie. Już na granicy, gdy chciałam wymienić pieniądze usłyszałam: „a ile chce Pani wymienić?” pytam: „a jaki kurs?” Nigdzie nie napisano… Winiety – totalna samowola cenowa. Knajpy – w życiu nie dostaliśmy żadnego paragonu, czasami odręcznie coś napisane na kartce papieru, a czasami łączna cena była podana z głowy. Na niektórych kempingach również rachunek z głowy lub na kartce papieru odręcznie napisany. Jak tak każdy kombinuje to później ten kraj wygląda jak wygląda, chyba takie postępowanie ma swoje konsekwencje. Dla odmiany kiedy pojechaliśmy do Chorwacji, nie zdarzyło się byśmy nie dostali paragonu. W Włoszech było z kolei różnie 🙂 Jak właściciel w sklepie obsługiwał włochów – paragon był, a jak nas – to była druga kasa bez paragonu.

Podsumowanie:

Fajnie było i więcej tam nie pojadę 🙂 Nie polecam również tego miejsca. Ewentualnie jak ktoś lubi tłok, głupie stragany i łażenie tam i powrót po deptaku – to mogę polecić miejscowość Balatonfüred – to coś na wzór naszych Międzyzdrojów.

Fotostory Węgry – Balaton 2014:

wegry 2014 - iwona wierzbicka

Podróż z Krzychem na holu – przeżycia niezastąpione. Szczególnie w upale i pod górę.

No i co by tutaj zjeść :) Ciężko dostrzec co właściwie jest w ofercie.

No i co by tutaj zjeść 🙂 Ciężko dostrzec co właściwie jest w ofercie.

Poranki na campingu.

Poranki na campingu.

Tuż przed wyruszeniem w trasę dookoła.

Tuż przed wyruszeniem w trasę dookoła.

wegry 2014 - iwona wierzbicka (16)

Lody. Były i owszem. Zawsze później miałam katar.

Lody. Były i owszem. Zawsze później miałam katar.

Ekipa!!

Ekipa!!

Mama - Lokomotywa, ciężko zipie i pot jej spływa.

Mama – Lokomotywa, ciężko zipie i pot jej spływa.

wegry 2014 - iwona wierzbicka (23)

Jeden z przyjemniejszych kempingów. Gdzie niemal nikogo poza nami nie było.

Jeden z przyjemniejszych kempingów. Gdzie niemal nikogo poza nami nie było.

Poranne zbieranie mirabelek.

Poranne zbieranie mirabelek.

Śniadanko. Bywało i tak.

Śniadanko. Bywało i tak.

Te poranki :)

Te poranki 🙂

wegry 2014 - iwona wierzbicka (38)

Ekipa!

Ekipa!

Ajwen.

Ajwen.

Nasz dom.

Nasz dom.

Śniadanko, kiełbaski, papryka, pieczarki - wszystko z patelni. Do tego były oczywiście jaja.

Śniadanko, kiełbaski, papryka, pieczarki – wszystko z patelni. Do tego były oczywiście jaja.

Rano spotkaliśmy gości.

Rano spotkaliśmy gości.

Widok z okna czyli namiotu.

Widok z okna czyli namiotu.

Śniadanie: jajecznica, boczek i pomidor surowy.

Śniadanie: jajecznica, boczek i pomidor surowy.

Kofiii i przygotowywanie śniadania.

Kofiii i przygotowywanie śniadania.

Kris dziennie robił 25-35km o własnych nogach.

Kris dziennie robił 25-35km o własnych nogach.

:)

🙂

wegry 2014 - iwona wierzbicka (78)

Nawet Kris polubił selfie.

Nawet Kris polubił selfie.

Mama & Tata

Mama & Tata

Poranny rytuał. Był luksus bo kuchnia była.

Poranny rytuał. Był luksus bo kuchnia była.

wegry 2014 - iwona wierzbicka

 

Takie rarytasy po całym dniu upału, głodowania i picia wody to raj.

Takie rarytasy po całym dniu upału, głodowania i picia wody to raj.

Lekko zarumienieni od słońca.

Lekko zarumienieni od słońca.

Ciacho. Było deszczowo, cały dzień wszyscy pod jednym dachem. Pocieszenie.

Ciacho. Było deszczowo, cały dzień wszyscy pod jednym dachem. Pocieszenie.

Historia tego ciastka w Radio Opole – posłuchaj o moim uzależnieniu od cukru.

Mina Krzycha.

Mina Krzycha.

Krzyś pierwszy raz w życiu jechał pociągiem.

Krzyś pierwszy raz w życiu jechał pociągiem.

Krzyś pierwszy raz w życiu jechał pociągiem.

Krzyś pierwszy raz w życiu jechał pociągiem.

Poranki i śniadania.

Poranki i śniadania.

wegry 2014 - iwona wierzbicka (110) wegry 2014 - iwona wierzbicka (111) wegry 2014 - iwona wierzbicka (113)

 

Pozostała część fotogalerii z Węgier.

...i znowu będzie katar.

…i znowu będzie katar.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Autor

Podobne tematy

Paleo jadłospis 17-07-2014 pralinki

Dzień ZERO się zbliża. Zero bo wyjeżdżamy, bo do jutra muszę oddać wszystkie materiały do strony AJWENDIETA, bo trzeba oddać (…)

WIĘCEJ >

Paleo jadłospis 20-11-2014 w domu

Jadłospis poszpitalny, zupa z brokuła i brukselki, walka z katarem i zmasakrowanym nosem, 14g witaminy C, sok z Asai, sok z suszonych śliwek, tak sobie radzi Ajwen z przeziębieniem po operacji nosa

WIĘCEJ >

Paleo jadłospis 6-07-2014

Pobudka 7:20 (w wolny dzień) ale okazało się, że Kris stęsknił się za rodzicami i kazał się przywieźć od dziadków. (…)

WIĘCEJ >

Miesiąc bez szamponu i odżywki

Postanowiłam przez miesiąc nie stosować szamponu. 30 dniowy eksperyment. Zobacz zmagania dzień po dniu.

WIĘCEJ >

Komentarzy: 2

  1. Kasia 8 września 2014 o 08:14

    cudowne wakacje !
    zdrowe ,pozytywne zmeczenie na radosnych twarzach ….
    dzikie miejsca …
    ach joooo …

  2. Edyta 12 września 2014 o 15:13

    Super fotki, widać, że wakacje się udały 🙂 a i chyba nowy rower się sprawdził. Już myślałam, że tylko ja jestem bardziej paelo, bo również byłam pod namiotem- 9 dni. Menu poranne też miałam bardzo zbliżone 😉 Pozdrawiam

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl