fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Jedzenie na mieście – co trzeba wiedzieć?

Jedzenie na mieście – co trzeba wiedzieć?

jedzenie-na-miescie-1.jpg

Kiedy zmieniasz swoje nawyki żywieniowe i zaczynasz jeść lepiej niż dotychczas, jedzenie na mieście może zacząć sprawiać trudności. Sprawdź, na co możesz się natknąć.

Idziesz do restauracji na obiad. Myślisz: „teraz sobie siądę, zamówię, samo się zrobi i zdrowo zjem”. A jak to wygląda? Jak jest duży ruch, dużo gości na sali, to jedyne, co słychać na kuchni (oprócz przekleństw), to krzyk kelnera: „Dawaj talerz, bo się niecierpliwią przy stoliku! Nie ma czasu na wydziwianie!”.

Jedzenie na mieście od kuchni

Obok siebie smaży się kotlet panierowany i bez panierki. Do frytownicy wrzuca się panierowane jedzenie, więc nawet frytki zawierają gluten. W lodówce mogą leżeć panierowane produkty – bierzesz jeden, okruszki spadają na mięso bez panierki, smażysz, nie zauważasz. Głupia sól zawiera gluten/mąkę/bułkę – obtaczasz mięso albo rybę w mące, ręką dodajesz trochę soli i już masz w niej gluten. Bierzesz sobie czystą, nieużywaną przez nikogo deskę, żeby gość dostał bezpieczne jedzenie. Odwracasz się na chwilę, a tu kto inny musi akurat przekroić bułkę, więc robi to na „twojej” desce, ale przecież ręką zgarnął okruszki, więc o co ten krzyk?

Prosisz, żeby usmażyli ci mięso na smalcu, bo nie chcesz tanich olejów roślinnych? Niby dobrze, widziałem jednak gotowe smalce, które miały napis „zawiera gluten” i to nawet nie śladowe ilości, tylko normalnie. No dobra, to może niech usmażą na maśle klarowanym? Wtedy będzie zdrowo i bezpiecznie. O ludzka naiwności, chemicy z przemysłu spożywczego i na to mają patent. Robią „masełka klarowane”, które są z różnych olejów.

To może sałatkę z sosem winegret? Co tam może być nie tak? Mnóstwo knajp ma za darmo lodówki i zamrażarki od firm prowadzących hurtownie spożywcze dla gastronomii i trzeba od nich brać ich produkty, w tym wszelkie sosy z proszku. Niby jesz sos tylko z oliwy, a tak naprawdę tylko główny chemik wie, co tam dali.

Żeby to wszystko miało ręce i nogi, miałem osobne lodówki w restauracji, osobne deski, noże, podzieloną kuchnię na części, gdzie nie mają prawa leżeć produkty zbożowe i mleczne. Kelnerzy i kucharze normalni i w „normalnych” restauracjach mogą być nawet przekonani i w zgodzie ze swoim sumieniem mówić, że dane danie jest bezpieczne. Ale ja z doświadczenia swojego i kolegów po fachu wiem, że jedzenie na mieście to rosyjska ruletka.

Jak to wygląda z „naszej” strony?

Byłem z żoną na urlopie, znaleźliśmy zajazd, gdzie dawali nam jedzenie dokładnie takie, jakie chciałem. Wybierałem i tak rzeczy bezpieczne, typu rosół z samą marchewką, kwaśnica na gotowanych żeberkach, niczym niezaciągana, gotowana golonka, duszone na parze żeberka, wątróbka bez mąki. Jako dodatek dobieraliśmy np. ogórki małosolne.

Raz nam dali trochę gotowanej kapusty do żeberek. Przychodziliśmy tam codziennie od kilku dni, cała obsługa wiedziała, że dziwnie jemy, ale ja im mówiłem, że jestem bezproblemowy, po prostu chcę coś zjeść i nie muszą trzymać się swoich lokalowych standardów. Zatem dodali nam tę kapustę do dania. Mówię do Asi: „Nie jedz”. Proszę kelnera. Mówię mu, aby zamienił nam dania i powiedział na kuchni, że zasmażka też ma gluten. Kucharz wychodzi i mówi, że tam są tylko trzy łyżki mąki na pięciolitrowy garnek i że przecież tak naprawdę tej mąki tam nie ma. Tłumaczę mu, że rozumiem, że to mu się nie mieści w głowie, ale taka znikoma ilość też jest dla Asi niebezpieczna i niech już będą te bezpieczne ogórki małosolne.

Niestety jedzenie na mieście często jest po prostu ryzykowne.

Jakie jest rozwiązanie?

Gotować samemu. To najlepsze rozwiązanie. No dobra, czasem trzeba gdzieś wyjść. Wtedy lepiej sprawdzić, co mają w danej knajpie w menu i jak to można bezpiecznie zmodyfikować, najlepiej tak, żeby to było jak najprostsze. Czyli co? Przykładowo: mięso lub ryby z grilla, rosół, barszcz. Wszelkie pieczenie są zazwyczaj w sosie. Chcesz być cwany i mówisz, że chcesz bez sosu? Zazwyczaj mięso jest podgrzewane w sosie i po prostu z niego wyjmowane. Surówki strach brać, lepiej poprosić o jakiś miks sałat, a zamiast sosu – o przyprawy i oliwę z oliwek. Desery? Oj, tu to już jak na polu minowym, ja bym się nie odważył.

Oczywiście tak naprawdę nikt nigdy nie jest pewien, co w efekcie końcowym dostanie na stół. Chyba, że restauracja jest chociaż trochę bezglutenowa lub pracuje w niej ktoś, kto jest chory na jakaś chorobę cywilizacyjną i jest na diecie paleo.

Chcesz się nauczyć gotować? Sprawdź:

Sprawdź nasze e-booki kulinarne:

Prawa autorskie – zapoznaj się!

Autor



Paweł Jackowski

Kiedy zmieniasz swoje nawyki żywieniowe i zaczynasz jeść lepiej niż dotychczas, jedzenie na mieście może zacząć sprawiać trudności. Sprawdź, na co możesz się natknąć.

Idziesz do restauracji na obiad. Myślisz: „teraz sobie siądę, zamówię, samo się zrobi i zdrowo zjem”. A jak to wygląda? Jak jest duży ruch, dużo gości na sali, to jedyne, co słychać na kuchni (oprócz przekleństw), to krzyk kelnera: „Dawaj talerz, bo się niecierpliwią przy stoliku! Nie ma czasu na wydziwianie!”.

Jedzenie na mieście od kuchni

Obok siebie smaży się kotlet panierowany i bez panierki. Do frytownicy wrzuca się panierowane jedzenie, więc nawet frytki zawierają gluten. W lodówce mogą leżeć panierowane produkty – bierzesz jeden, okruszki spadają na mięso bez panierki, smażysz, nie zauważasz. Głupia sól zawiera gluten/mąkę/bułkę – obtaczasz mięso albo rybę w mące, ręką dodajesz trochę soli i już masz w niej gluten. Bierzesz sobie czystą, nieużywaną przez nikogo deskę, żeby gość dostał bezpieczne jedzenie. Odwracasz się na chwilę, a tu kto inny musi akurat przekroić bułkę, więc robi to na „twojej” desce, ale przecież ręką zgarnął okruszki, więc o co ten krzyk?

Prosisz, żeby usmażyli ci mięso na smalcu, bo nie chcesz tanich olejów roślinnych? Niby dobrze, widziałem jednak gotowe smalce, które miały napis „zawiera gluten” i to nawet nie śladowe ilości, tylko normalnie. No dobra, to może niech usmażą na maśle klarowanym? Wtedy będzie zdrowo i bezpiecznie. O ludzka naiwności, chemicy z przemysłu spożywczego i na to mają patent. Robią „masełka klarowane”, które są z różnych olejów.

To może sałatkę z sosem winegret? Co tam może być nie tak? Mnóstwo knajp ma za darmo lodówki i zamrażarki od firm prowadzących hurtownie spożywcze dla gastronomii i trzeba od nich brać ich produkty, w tym wszelkie sosy z proszku. Niby jesz sos tylko z oliwy, a tak naprawdę tylko główny chemik wie, co tam dali.

Żeby to wszystko miało ręce i nogi, miałem osobne lodówki w restauracji, osobne deski, noże, podzieloną kuchnię na części, gdzie nie mają prawa leżeć produkty zbożowe i mleczne. Kelnerzy i kucharze normalni i w „normalnych” restauracjach mogą być nawet przekonani i w zgodzie ze swoim sumieniem mówić, że dane danie jest bezpieczne. Ale ja z doświadczenia swojego i kolegów po fachu wiem, że jedzenie na mieście to rosyjska ruletka.

Jak to wygląda z „naszej” strony?

Byłem z żoną na urlopie, znaleźliśmy zajazd, gdzie dawali nam jedzenie dokładnie takie, jakie chciałem. Wybierałem i tak rzeczy bezpieczne, typu rosół z samą marchewką, kwaśnica na gotowanych żeberkach, niczym niezaciągana, gotowana golonka, duszone na parze żeberka, wątróbka bez mąki. Jako dodatek dobieraliśmy np. ogórki małosolne.

Raz nam dali trochę gotowanej kapusty do żeberek. Przychodziliśmy tam codziennie od kilku dni, cała obsługa wiedziała, że dziwnie jemy, ale ja im mówiłem, że jestem bezproblemowy, po prostu chcę coś zjeść i nie muszą trzymać się swoich lokalowych standardów. Zatem dodali nam tę kapustę do dania. Mówię do Asi: „Nie jedz”. Proszę kelnera. Mówię mu, aby zamienił nam dania i powiedział na kuchni, że zasmażka też ma gluten. Kucharz wychodzi i mówi, że tam są tylko trzy łyżki mąki na pięciolitrowy garnek i że przecież tak naprawdę tej mąki tam nie ma. Tłumaczę mu, że rozumiem, że to mu się nie mieści w głowie, ale taka znikoma ilość też jest dla Asi niebezpieczna i niech już będą te bezpieczne ogórki małosolne.

Niestety jedzenie na mieście często jest po prostu ryzykowne.

Jakie jest rozwiązanie?

Gotować samemu. To najlepsze rozwiązanie. No dobra, czasem trzeba gdzieś wyjść. Wtedy lepiej sprawdzić, co mają w danej knajpie w menu i jak to można bezpiecznie zmodyfikować, najlepiej tak, żeby to było jak najprostsze. Czyli co? Przykładowo: mięso lub ryby z grilla, rosół, barszcz. Wszelkie pieczenie są zazwyczaj w sosie. Chcesz być cwany i mówisz, że chcesz bez sosu? Zazwyczaj mięso jest podgrzewane w sosie i po prostu z niego wyjmowane. Surówki strach brać, lepiej poprosić o jakiś miks sałat, a zamiast sosu – o przyprawy i oliwę z oliwek. Desery? Oj, tu to już jak na polu minowym, ja bym się nie odważył.

Oczywiście tak naprawdę nikt nigdy nie jest pewien, co w efekcie końcowym dostanie na stół. Chyba, że restauracja jest chociaż trochę bezglutenowa lub pracuje w niej ktoś, kto jest chory na jakaś chorobę cywilizacyjną i jest na diecie paleo.

Chcesz się nauczyć gotować? Sprawdź:

Sprawdź nasze e-booki kulinarne:

Prawa autorskie – zapoznaj się!

Autor

Paweł Jackowski
23 sierpnia 2016

Tagi

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

gluten

Odstaw te 2 produkty, a poczujesz się lepiej

W diecie Polaków są dwa ulubione produkty: pszenica (chleb, bułki, pierogi) oraz produkty mleczne (mleko, jogurty oraz serki wiejskie). Pomimo że jemy je codziennie po kilka razy, nie czujemy monotonii, nudy czy braku urozmaicenia. Kiedy…

WIĘCEJ >
suplementy

Dodatki w suplementach – lista najczęściej stosowanych

Żyjemy w czasach, w których coraz trudniej o zdrową, niezanieczyszczoną i pełnowartościową żywność, dlatego wiele osób łyka witaminy i minerały w postaci suplementów diety. Bardzo ważne przy wyborze właściwego środka powinno być ocenienie go pod względem…

WIĘCEJ >
żelki, misie, żelki dla dzieci

Żelki „Misie” – naturalne?

Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł robienia "jajek niespodzianek real raw coco". Dzieci uwielbiają zabawki, stąd jajo cieszy się takim powodzeniem, podobnie jak zestawy happy meal w Mc Donalds i zestawy maluchów w Tesco.

WIĘCEJ >

Batat, maniok i ziemniak – porównanie

Ziemniak - najmniej kaloryczny i najmniej zasobny w węglowodany, zatem niesłusznie się go osoby odchudzające boją. Ma o połowę mniej węglowodanów niż maniok. Ma najmniej celulozy i skrobi przez co może być najlepiej tolerowany jeśli

WIĘCEJ >