fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Marian u dietetyka – gdzie ta dieta? – cz.5

Marian u dietetyka – gdzie ta dieta? – cz.5

a fat diet during sports

Pierwsza wizyta. Dziś pamiętam z niej uśmiech, akceptacje i to że padło dużo pytań.

Zgodnie z postanowieniem starałem się odpowiadać na wszystkie uczciwie, zgodnie z prawdą, choć przy większości wypowiedzi szukałem jeszcze możliwości zrobienia dobrego wrażenia poprzez konstrukcje tak ale…… nie ponieważ ……… itp.

Byłem bardzo nastawiony na działanie, wynik szybki efekt. Gotowy byłem przestać jeść, biegać może nie od razu maratony, ale zrobić wiele byle to odniosło skutek.

Otrzymałem pierwsze zalecenia:

  • prowadzenie codziennego dzienniczka żywieniowego
  • odstawienie cukru, słodzików, chleba, ziemniaków, kasz, ryżu, nabiału, produktów zero i light
  • oraz mnóstwo badań do wykonania.

Zostałem zważony na dziwnej wadze, która przy każdym z pomiarów wstawiała komentarz OVER.

Do OVER, XXL, HIGH , zadyszek, potu, napiętych ubrań, problemu z ich doborem byłem przyzwyczajony. Wówczas wydawało mi się, że akceptuję ten stan rzeczy.

Racjonalizowałem wszelkie z tym związane uciążliwości, choć nie mogłem przechodzić wobec nich zupełnie obojętnie, ponieważ miałem coraz bardziej utrudnione proste czynności typu wiązanie butów, ubieranie skarpetek, wchodzenie po schodach  itp. Na potrzeby dobrego samopoczucia, w mojej świadomości ten stan rzeczy był traktowany jako naturalny.

Również na potrzeby kreowania swojego wizerunku, przed otoczenia starałem się grać sprawnego jak na swój wiek i wagę faceta, może trochę z brzuszkiem, który w pełni akceptuje ten stan rzeczy, dobrze się z nim czuje i ma w pełni nad nim kontrolę. W rzeczywistości miałem tego i siebie w tym stanie dosyć. Coraz bardziej czułem bezsilność wobec tej sytuacji. Miałem coraz większe kłopoty z samoakceptacją, dlatego tak dobrze się czułem podczas pierwszej wizyty gdy zostałem zaakceptowany takim jakim byłem.

Bardzo chciałem, ale nie byłem pewny czy dam radę. Nie umiem tego do końca wytłumaczyć, ale nie padły na niej wielkie deklaracje ani z mojej, ani ze strony Pani Dietetyk a wyszedłem z tej wizyty pełen nadziei i wiary. Nie do końca byłem zadowolony z tego, że nie dostałem na wizycie szczegółowych zaleceń co do diety, czy wręcz rozpisanej diety.

Wiedząc, że od dostarczenia wyników badań zależy kiedy i jaka dietę otrzymam szybko na nie się udałem. Zacząłem stosować się zaleceń dotyczących diety, zapisałem uczciwie wszystko co zjadłem. Wynikach uzyskanych badań przy wielu parametrach widniała literka H była taż L. Dziwne, że wówczas liczby stojące za tymi literami nie robiły na mnie wrażenia. Nie martwiłem się stanem mojego zdrowia, brałem go za normalny – MÓJ. Nie zdawałem sobie z niego sprawy? Czy może tego nie chciałem?

Przeczytaj poprzednie części: część 1, część 2, część 3, część 4

Uwaga – ważne informacje, przeczytaj zanim zastosujesz lub skopiujesz.

Autor



Iwona Wierzbicka

Pierwsza wizyta. Dziś pamiętam z niej uśmiech, akceptacje i to że padło dużo pytań.

Zgodnie z postanowieniem starałem się odpowiadać na wszystkie uczciwie, zgodnie z prawdą, choć przy większości wypowiedzi szukałem jeszcze możliwości zrobienia dobrego wrażenia poprzez konstrukcje tak ale…… nie ponieważ ……… itp.

Byłem bardzo nastawiony na działanie, wynik szybki efekt. Gotowy byłem przestać jeść, biegać może nie od razu maratony, ale zrobić wiele byle to odniosło skutek.

Otrzymałem pierwsze zalecenia:

  • prowadzenie codziennego dzienniczka żywieniowego
  • odstawienie cukru, słodzików, chleba, ziemniaków, kasz, ryżu, nabiału, produktów zero i light
  • oraz mnóstwo badań do wykonania.

Zostałem zważony na dziwnej wadze, która przy każdym z pomiarów wstawiała komentarz OVER.

Do OVER, XXL, HIGH , zadyszek, potu, napiętych ubrań, problemu z ich doborem byłem przyzwyczajony. Wówczas wydawało mi się, że akceptuję ten stan rzeczy.

Racjonalizowałem wszelkie z tym związane uciążliwości, choć nie mogłem przechodzić wobec nich zupełnie obojętnie, ponieważ miałem coraz bardziej utrudnione proste czynności typu wiązanie butów, ubieranie skarpetek, wchodzenie po schodach  itp. Na potrzeby dobrego samopoczucia, w mojej świadomości ten stan rzeczy był traktowany jako naturalny.

Również na potrzeby kreowania swojego wizerunku, przed otoczenia starałem się grać sprawnego jak na swój wiek i wagę faceta, może trochę z brzuszkiem, który w pełni akceptuje ten stan rzeczy, dobrze się z nim czuje i ma w pełni nad nim kontrolę. W rzeczywistości miałem tego i siebie w tym stanie dosyć. Coraz bardziej czułem bezsilność wobec tej sytuacji. Miałem coraz większe kłopoty z samoakceptacją, dlatego tak dobrze się czułem podczas pierwszej wizyty gdy zostałem zaakceptowany takim jakim byłem.

Bardzo chciałem, ale nie byłem pewny czy dam radę. Nie umiem tego do końca wytłumaczyć, ale nie padły na niej wielkie deklaracje ani z mojej, ani ze strony Pani Dietetyk a wyszedłem z tej wizyty pełen nadziei i wiary. Nie do końca byłem zadowolony z tego, że nie dostałem na wizycie szczegółowych zaleceń co do diety, czy wręcz rozpisanej diety.

Wiedząc, że od dostarczenia wyników badań zależy kiedy i jaka dietę otrzymam szybko na nie się udałem. Zacząłem stosować się zaleceń dotyczących diety, zapisałem uczciwie wszystko co zjadłem. Wynikach uzyskanych badań przy wielu parametrach widniała literka H była taż L. Dziwne, że wówczas liczby stojące za tymi literami nie robiły na mnie wrażenia. Nie martwiłem się stanem mojego zdrowia, brałem go za normalny – MÓJ. Nie zdawałem sobie z niego sprawy? Czy może tego nie chciałem?

Przeczytaj poprzednie części: część 1, część 2, część 3, część 4

Uwaga – ważne informacje, przeczytaj zanim zastosujesz lub skopiujesz.

Autor

Iwona Wierzbicka
14 grudnia 2015

Tagi

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Taka byłam – zdjęcia Iwony

Taka byłam i tak się zmieniałam. Zawsze uśmiechnięta choć na twarzy kompletnie inna. Podobno kobieta zmienną jest, a ja lubię zmiany. W swoim życiu byłam blondynką, rudą, kasztanową, miałam wszystkie długości włosów z wyjątkiem bycia…

WIĘCEJ >

Pamiętnik Ani – cz.2 – Dlaczego i o czym

Zabójczyni szczęścia i miłości. Złodziejko radości. Dlaczego jesteś taka okrutna? Dlaczego tak bezwzględnie napadłaś na mnie zabierając i zabijając to co najważniejsze? To przez Ciebie straciłam prawie wszystko.....

WIĘCEJ >

Postanowienia noworoczne – koniec 2017 roku

Koniec roku to u wielu osób czas postanowień noworocznych, ale również i podsumowania roku. Zatem i ja coś dorzucę w tym temacie. Zawsze lubiłam coś podsumowywać i przeliczać, tak jak w 2014 roku. Później chyba…

WIĘCEJ >

Praca z ludźmi jest piękna i trudna

Praca z ludźmi to najtrudniejsza ze wszystkich prac. Daje radość, daje smutki, wymaga siły!! SIŁY!! Empatii, zrozumienia inności, wyrozumiałości dla czyichś frustracji, którymi często jestem obrzucana. Czasami trzeba pogłaskać, czasami dać przysłowiowego kopa w tyłek,…

WIĘCEJ >