fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Pamiętnik Ani – cz.5 – Święta czas wyjątkowy

Pobierz aplikację

i zacznij pracę nad swoją dietę!

Slider

Tagi

Pamiętnik Ani – cz.5 – Święta czas wyjątkowy

anoreksja-pamietnik-ani-cz5.jpg

Grudzień.  Miesiąc wyjątkowy. Od samego jego początku świat przestawia się na inny tryb. Witryny sklepowe, domy, wszystko wokół krzyczy: nadchodzą Święta. I ja też krzyczałam. Bezgłośnie . Z drżącym ze strachu sercem  wyrywałam kartki z kalendarza. Wiedziałam, że jak co roku Boże Narodzenie spędzimy u babci na wsi, że jak co roku przy dużym stole zbierze się cała rodzina i że jak co roku ten duży stół i tak okaże się niewystarczający by pomieścić wszystkie świąteczne potrawy. Dlaczego tak się bałam? Mimo, że mojej choroby nie dało się nie zauważyć, to z bliskimi nie rozmawialiśmy o niej. Tylko rodzice i brat byli „wtajemniczeni”. Przez to czułam, że muszę zrobić wszystko, żeby było jak sprzed choroby- normalnie.  Wigilia zatem była dla mnie swoistym testem czy dam radę…czy dam radę być dawną rozradowaną Anią. Anią z iskierkami w oczach. Anią, która po świątecznej kolacji pije miętową herbatę bo się przejadła, a która mimo to zmieści jeszcze jednego pieroga. Nigdy mi się nie udało być dawną Anią. Im bardziej chciałam, tym wychodziło gorzej. Każdy kęs jedzenia to łzy w oczach i trzęsące się ręce… ale nie dlatego, że musiałam jeść. Dlatego, że nie potrafiłam tak jak dawniej. Że w sercu nie było choćby przebłysku tego co kiedyś.. W zamian za to był strach, ból, zawód, złość, nienawiść…. ale  i tak nie to było najgorsze. Po prostu czułam, że zawiodłam innych. Smutek w oczach mojej mamy, rozczarowanie i zrezygnowanie u taty i brata….. i te ich łzy które bolały najbardziej na świecie. Tak Święta to był dla mnie wyjątkowy czas, wyjątkowo bolesny czas. Wyjątkowo wówczas czułam jak zabieram najbliższym radość i szczęście, jak krzywdzę ich swoją chorobą, jak niszczę, jak ranię tych których najbardziej kocham. Cierpienie innych to było to co nieprawdopodobnie  bolało i wywoływało u mnie jeszcze większe poczucie winy. Jeszcze większe pragnienie własnej śmierci. Nienawidziłam się za to, że nie potrafiłam  powstrzymać anoreksji, nienawidziłam się za swoją słabość, bezradność. Prawda była taka, że tą samą siłą, którą chciałam zniszczyć anoreksje ona niszczyła mnie. Każda moja walka z nią była jej wygraną. Moja siła zamieniała się w jej siłę. Ona stawała się powoli mną a mimo to ja uparcie starałam się ją zabić….. aż w końcu by zabić ją, musiałam zabić  siebie.

Poświąteczny zapisek:

Ból. Wewnętrzny ból. Płacz duszy. Narodził się w ciszy. Skromnie. Niepozornie. Karmiony łzami wzrasta, nie pytając nikogo o zdanie. Wbija swoje szpony w serce, wnika w nie. Sprawia, że ciche, spokojne i bezpieczne miejsce wypełnia się chaosem i strachem. Cisza zamienia się w krzyk, prawda w fałsz, dobro w zło, miłość w nienawiść. Wszystko traci sens. Pustka… Ból – dziecko łez, matka cierpienia.

Kto jest winny

P.S. Bardzo długo trwało zanim przestałam obwiniać się za chorobę.  Później przyszedł czas, w którym zaczęłam obwiniać innych bo przecież winny zawsze być musi….ale to nie prawda. Nie musi. W tej chorobie jak i w każdej innej nie ma winnego….ale o tym na pewno jeszcze napiszę.

część 1, część 2, część 3, część 4

Autor



Iwona Wierzbicka

Grudzień.  Miesiąc wyjątkowy. Od samego jego początku świat przestawia się na inny tryb. Witryny sklepowe, domy, wszystko wokół krzyczy: nadchodzą Święta. I ja też krzyczałam. Bezgłośnie . Z drżącym ze strachu sercem  wyrywałam kartki z kalendarza. Wiedziałam, że jak co roku Boże Narodzenie spędzimy u babci na wsi, że jak co roku przy dużym stole zbierze się cała rodzina i że jak co roku ten duży stół i tak okaże się niewystarczający by pomieścić wszystkie świąteczne potrawy. Dlaczego tak się bałam? Mimo, że mojej choroby nie dało się nie zauważyć, to z bliskimi nie rozmawialiśmy o niej. Tylko rodzice i brat byli „wtajemniczeni”. Przez to czułam, że muszę zrobić wszystko, żeby było jak sprzed choroby- normalnie.  Wigilia zatem była dla mnie swoistym testem czy dam radę…czy dam radę być dawną rozradowaną Anią. Anią z iskierkami w oczach. Anią, która po świątecznej kolacji pije miętową herbatę bo się przejadła, a która mimo to zmieści jeszcze jednego pieroga. Nigdy mi się nie udało być dawną Anią. Im bardziej chciałam, tym wychodziło gorzej. Każdy kęs jedzenia to łzy w oczach i trzęsące się ręce… ale nie dlatego, że musiałam jeść. Dlatego, że nie potrafiłam tak jak dawniej. Że w sercu nie było choćby przebłysku tego co kiedyś.. W zamian za to był strach, ból, zawód, złość, nienawiść…. ale  i tak nie to było najgorsze. Po prostu czułam, że zawiodłam innych. Smutek w oczach mojej mamy, rozczarowanie i zrezygnowanie u taty i brata….. i te ich łzy które bolały najbardziej na świecie. Tak Święta to był dla mnie wyjątkowy czas, wyjątkowo bolesny czas. Wyjątkowo wówczas czułam jak zabieram najbliższym radość i szczęście, jak krzywdzę ich swoją chorobą, jak niszczę, jak ranię tych których najbardziej kocham. Cierpienie innych to było to co nieprawdopodobnie  bolało i wywoływało u mnie jeszcze większe poczucie winy. Jeszcze większe pragnienie własnej śmierci. Nienawidziłam się za to, że nie potrafiłam  powstrzymać anoreksji, nienawidziłam się za swoją słabość, bezradność. Prawda była taka, że tą samą siłą, którą chciałam zniszczyć anoreksje ona niszczyła mnie. Każda moja walka z nią była jej wygraną. Moja siła zamieniała się w jej siłę. Ona stawała się powoli mną a mimo to ja uparcie starałam się ją zabić….. aż w końcu by zabić ją, musiałam zabić  siebie.

Poświąteczny zapisek:

Ból. Wewnętrzny ból. Płacz duszy. Narodził się w ciszy. Skromnie. Niepozornie. Karmiony łzami wzrasta, nie pytając nikogo o zdanie. Wbija swoje szpony w serce, wnika w nie. Sprawia, że ciche, spokojne i bezpieczne miejsce wypełnia się chaosem i strachem. Cisza zamienia się w krzyk, prawda w fałsz, dobro w zło, miłość w nienawiść. Wszystko traci sens. Pustka… Ból – dziecko łez, matka cierpienia.

Kto jest winny

P.S. Bardzo długo trwało zanim przestałam obwiniać się za chorobę.  Później przyszedł czas, w którym zaczęłam obwiniać innych bo przecież winny zawsze być musi….ale to nie prawda. Nie musi. W tej chorobie jak i w każdej innej nie ma winnego….ale o tym na pewno jeszcze napiszę.

część 1, część 2, część 3, część 4

Autor

Iwona Wierzbicka
5 grudnia 2015

Tagi

Komentarzy: 1

  1. MissCommando 13 grudnia 2015 o 20:58

    Piękna jest ta seria wpisów „Pamiętnik…”, bardzo się z nią utożsamiam. Na szczęście ta jedna walka już za mną. Autorce życzę ogromu siły i ciepła w te zbliżające się święta.

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Marian – obżarstwo – cz.2

Uczciwie muszę przyznać, że panowałem perfekcyjnie nad obżarstwem porannym, ponieważ zawsze rano w ryzach trzymało mnie jeszcze obżarstwo wieczorne. W chwilach załamania lub po prostu słabości łamałem opracowane przez siebie zasady diety co wprowadzało mnie

WIĘCEJ >

Pamiętnik Ani – część 9 – Leczenie (5)

Czasami, jak myślę o tym czasie, o tych przeżyciach to wydają mi się takie nie moje. Może dlatego, że...

WIĘCEJ >

Jestem Ania – cz.1

Mam za sobą 11 lat poszukiwań własnej tożsamości, swoje cierpienie, swój ból, swoje próby, porażki. Jedno z najgorszych rzeczy w tym okresie to poczucie, ze traci się życie a bardzo chce się je mieć.

WIĘCEJ >

Marian – diagnoza i wyrok. Jak sobie z tym poradzić? – cz.6

Po zgromadzeniu wszystkich wyników przesłałem je do Pani dietetyk. Dzisiaj zastanawiam się nad tym skąd się biorą się pokłady taktu, cierpliwości i profesjonalizmu pozwalające na tak dużą wyrozumiałość. Osobnik taki jak ja doprowadził się destrukcyjną…

WIĘCEJ >