fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Pamiętnik Ani – cz.6 – Leczenie (2)

Pamiętnik Ani – cz.6 – Leczenie (2)

anoreksja-pamietnik-ani-6.jpg

Czy konkretny plan o którym pisałam w poprzednim wpisie o leczeniu przyniósł efekty?? Zależy jakie były oczekiwania. Bo jeśli chodziło o przytycie to owszem przyniósł. Odzyskałam siłę,  wzmocniłam się fizycznie i  to spowodowało, że ja, rodzice i brat odetchnęliśmy z ulgą i uznaliśmy mnie za cudownie wyleczoną. Miesięczna przerwa w nauce i jedzenie posiłków tylko i wyłącznie przygotowanych przez mamę i zobaczenie na wadze 45kg to jednak nie wszystko……..  Mniej więcej dwa tygodnie oddychałam bez strachu, że kolejny mój oddech może być tym ostatnim.  Wówczas jeszcze nie byłam świadoma, że przytyć to nie znaczy wyzdrowieć. W momencie kiedy to ja znów przejęłam kontrolę nad swoimi posiłkami zaczęłam chudnąć. Dlaczego? Bo każdy przygotowywany posiłek przez moją mamę to jednocześnie jej pełna miłości i strachu o życie córki prośba: Proszę Cię Aniu, żyj!!! I ja tę prośbę spełniałam. Więc wybór życia nie był moim wyborem. Ja nadal nie przestałam się go bać i od niego uciekać. Moją decyzją ciągle była śmierć.

Miłość i niewyobrażalny lęk przed życiem to były dwie ogromne siły które przez 11 lat przeciągały linę mojego istnienia. Czasem byłam bliżej życia czasem, później coraz częściej, bliżej śmierci. Miłość….potężne uczucie. Kto by pomyślał, że może być też niszczące? Paradoksalnie było. Dziecko kocha się bezinteresownie, całym sercem, bez granic i równie mocno przeżywa się jego chorobę. Tak jak ogromna jest miłość tak samo ogromne jest cierpienie. I ja to czułam……całą sobą. Czułam nieprawdopodobną miłość i nieprawdopodobne cierpienie najbliższych….. szczególnie mamy.  I obok mojej miłości do najbliższych  narodziła się w moim sercu kolejna potężna siła- nienawiść.  Nienawiść do siebie. Nienawiść, która wraz z lękiem  prowadziła mnie  tyle lat drogą „nieżycia”.

Anoreksja choroba sprzeczności….serce jednocześnie pełne miłości i pełne nienawiści. Teraz wiem, że tylko miłością można pokonać tę nienawiść ….ale wyjątkową miłością. To ja musiałam pokochać siebie.

Przez cały czas chodziłam na terapię i byłam pod kontrolą psychiatry.  Pomoc psychologa to przede wszystkim rozmowy o dzieciństwie- czego zupełnie nie rozumiałam. Wsparcie psychiatryczne ograniczało się do wypisywania pliku recept. Później  były to naciski na leczenie  na oddziale zamkniętym, które w końcu stały się rzeczywistością….ale to już w kolejnym wpisie.

*zapisek z pamiętnika 3.01.2010r.

Nienawiść.  Zalewa moje serce.  Najpierw ściska by w końcu utopić je w sobie. Powoli, bezwzględnie, boleśnie. Kawałek po kawałeczku. Jak najdłużej. Tak by jak najbardziej bolało.  Serce?? Jak duże jesteś moje Serce? Moje Serce?! Proszę Cię nie bądź zbyt duże…..

Autor



Iwona Wierzbicka

Czy konkretny plan o którym pisałam w poprzednim wpisie o leczeniu przyniósł efekty?? Zależy jakie były oczekiwania. Bo jeśli chodziło o przytycie to owszem przyniósł. Odzyskałam siłę,  wzmocniłam się fizycznie i  to spowodowało, że ja, rodzice i brat odetchnęliśmy z ulgą i uznaliśmy mnie za cudownie wyleczoną. Miesięczna przerwa w nauce i jedzenie posiłków tylko i wyłącznie przygotowanych przez mamę i zobaczenie na wadze 45kg to jednak nie wszystko……..  Mniej więcej dwa tygodnie oddychałam bez strachu, że kolejny mój oddech może być tym ostatnim.  Wówczas jeszcze nie byłam świadoma, że przytyć to nie znaczy wyzdrowieć. W momencie kiedy to ja znów przejęłam kontrolę nad swoimi posiłkami zaczęłam chudnąć. Dlaczego? Bo każdy przygotowywany posiłek przez moją mamę to jednocześnie jej pełna miłości i strachu o życie córki prośba: Proszę Cię Aniu, żyj!!! I ja tę prośbę spełniałam. Więc wybór życia nie był moim wyborem. Ja nadal nie przestałam się go bać i od niego uciekać. Moją decyzją ciągle była śmierć.

Miłość i niewyobrażalny lęk przed życiem to były dwie ogromne siły które przez 11 lat przeciągały linę mojego istnienia. Czasem byłam bliżej życia czasem, później coraz częściej, bliżej śmierci. Miłość….potężne uczucie. Kto by pomyślał, że może być też niszczące? Paradoksalnie było. Dziecko kocha się bezinteresownie, całym sercem, bez granic i równie mocno przeżywa się jego chorobę. Tak jak ogromna jest miłość tak samo ogromne jest cierpienie. I ja to czułam……całą sobą. Czułam nieprawdopodobną miłość i nieprawdopodobne cierpienie najbliższych….. szczególnie mamy.  I obok mojej miłości do najbliższych  narodziła się w moim sercu kolejna potężna siła- nienawiść.  Nienawiść do siebie. Nienawiść, która wraz z lękiem  prowadziła mnie  tyle lat drogą „nieżycia”.

Anoreksja choroba sprzeczności….serce jednocześnie pełne miłości i pełne nienawiści. Teraz wiem, że tylko miłością można pokonać tę nienawiść ….ale wyjątkową miłością. To ja musiałam pokochać siebie.

Przez cały czas chodziłam na terapię i byłam pod kontrolą psychiatry.  Pomoc psychologa to przede wszystkim rozmowy o dzieciństwie- czego zupełnie nie rozumiałam. Wsparcie psychiatryczne ograniczało się do wypisywania pliku recept. Później  były to naciski na leczenie  na oddziale zamkniętym, które w końcu stały się rzeczywistością….ale to już w kolejnym wpisie.

*zapisek z pamiętnika 3.01.2010r.

Nienawiść.  Zalewa moje serce.  Najpierw ściska by w końcu utopić je w sobie. Powoli, bezwzględnie, boleśnie. Kawałek po kawałeczku. Jak najdłużej. Tak by jak najbardziej bolało.  Serce?? Jak duże jesteś moje Serce? Moje Serce?! Proszę Cię nie bądź zbyt duże…..

Autor

Iwona Wierzbicka
14 grudnia 2015

Tagi

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Wolisz mieć rację czy wolisz być wolna?

Kochane kobietki! Ten wpis jest do was. Czy macie czasami tak, że wszystko Was denerwuje? Winy upatrujecie we wszystkich dookoła, albo właśnie paradoksalnie tylko i wyłącznie w sobie? Twoja Wina Ulubionym powiedzeniem mojego dziecka jest…

WIĘCEJ >

Pamiętnik Ani – cz.4 – Leczenie (1)

Powolne samobójstwo, to dość drastyczne określenie jadłowstrętu ale w gruncie rzeczy tak z perspektywy czasu odbieram tę chorobę. Nie jestem klasycznym jej przypadkiem, co wydaje mi się było pomijane przez lekarzy i psychologów.

WIĘCEJ >

Taka Ajwen – taka byłam, taka jestem (niedoskonała)

Mam trochę trudniej niż wiele osób, ponieważ jestem na tzw. świeczniku i powinnam dawać idealny przykład – być okazem zdrowia z piękną cerą i włosami. Tym czasem jestem takim samym człowiekiem jak każdy inny, mam

WIĘCEJ >

Tomasz – jadłem co chciałem i kiedy chciałem – cz.1

Badałem jak wpływają na mnie różne produkty spożywcze – oczywiście bez węglowodanów bo na ketozie najlepiej się czuję. Waga leciała szybko w dół. Nawet 2kg na tydzień. Kondycja na siłowni bardzo szybko urosła tak że

WIĘCEJ >