fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Pamiętnik Ani – część 8 – Leczenie (4)

Pobierz aplikację

i zacznij pracę nad swoją dietę!

Slider

Tagi

Pamiętnik Ani – część 8 – Leczenie (4)

anoreksja-pamietnik-ani-8.jpg

Nie wiem jak obecnie wygląda możliwość leczenia szpitalnego zaburzeń odżywiania. Kilka lat temu hmmm nawet nie wiem jak to ująć, chyba stwierdzenie, że wyglądało tragicznie byłoby najlepsze. Choć i tak nie do końca trafne. Program leczenia anoreksji oferowały oddziały dziecięco-młodzieżowe, więc ja jako osoba pełnoletnia, pisałam prośbę o przyjęcie mnie na takowe do NFZ. Byłam na dwóch różnych oddziałach, w dwóch innych miejscach i w innych okresach. Miejsca te różniły się metodą leczenia, choć z perspektywy czasu nie wiem czy leczenie to dobrze użyte słowo. Dzisiaj napiszę o jednym z nich.

Oddział, w którym spędziłam łącznie ponad 9 miesięcy, stosował metodę behawioralną. Polegała na zabraniu osobie chorej wszystkich przywilejów. Każdy kilogram w górę wiązał się z przywróceniem któregoś z nich. Także na samym początku nie mogłam chodzić po oddziale, nie mogłam dostawać listów i paczek od rodziny (oczywiście posiadanie telefonu było zakazane), zabrano mi nawet zdjęcia, które ze sobą miałam, nie mogłam oglądać tv, czytać książek i gazet, wyszywać (wówczas moje hobby) nie miałam dostępu do komputera, nie byłam wyprowadzana na spacery razem z grupą….tak wyprowadzana. Spacer polegał na gromadnym wyjściu z oddziału pod opieką opiekuna i okrążaniu budynku szpitala. Jedzenie było dowolnością. Chciałam to jadłam, nie chciałam nie jadłam, nikt mnie nie zmuszał, nikt mnie nie pilnował, nikt nie wkładał do buzi. Ja byłam zdyscyplinowana pacjentką i posłusznie zjadałam nałożone na talerz produkty, które były nazywane jedzeniem, a które w gruncie rzeczy miały z nim niewiele wspólnego. Waga nie rosła lub rosła w niesamowicie wolnym tempie.

Wiecie co czuje człowiek zamknięty w budynku szpitala psychiatrycznego oglądający świat zza szpitalnych krat? Człowiek, a raczej już nie człowiek, którego rzeczywistość ogranicza się do szpitalnego łóżka? Bez kontaktu z najbliższymi, bez możliwości robienia czegokolwiek? ……najpierw czułam ból i strach a później ….później już nic. Po miesiącu nie miałam już nawet łez by płakać. Interwencje policji na oddziale, zapinanie w pasy i kaftany bezpieczeństwa, nocne wycia pacjentów, próby samobójcze – to co na początku przerażało i napawało grozą, później stało się po prostu codziennością, czymś zwykłym, wpisanym w każdy dzień. Każda sekunda spędzona na oddziale zabijała mnie strącając w otchłań niebytu. Przyjmowałam leki, mnóstwo leków, całe garście.

Kim byłam? Byłam nikim. Czym byłam? Byłam pustką… tą samą pustką, którą widziałam pierwszego dnia w oczach pacjentów. Dotychczas umierało moje ciało, w szpitalu powoli zaczynała umierać dusza. Dopiero po ponad miesiącu mogłam dostawać paczki i listy od rodziny. Świadomość, że przede mną jeszcze jakieś 15 kg do przytycia i skrajne załamanie poskutkowało dość szybkim osiągnięciem celu. Otrzymywałam od najbliższych niebywałe ilości jedzenia. Jadłam, całymi dniami, do granic możliwości. Opychałam się czym tylko mogłam. Miałam tylko jedno w głowie, przytyć. Jak najszybciej przytyć, wyjść stamtąd i żyć już normalnie. Myślę, że to szpitalne objadanie w jakimś stopniu dało początek temu z czym teraz się zmagam. Moją obecną zmorą – kompulsywnym jedzeniem.

Pewnie niejeden z Was zadałby to pytanie: Dlaczego mimo wszystko nie opuszczałam oddziału? Mało tego, jeszcze dwukrotnie tam wracałam? Bo to było jedyne miejsce i jedyni ludzie, którzy twierdzili, że mi pomogą. A ja wierzyłam. Dlaczego? Bo nie miałam innej alternatywy, bo bardzo chciałam żyć. Bardzo chciałam móc się znów uśmiechać i cieszyć, poznawać swoje odbicie w lustrze. Chciałam odzyskać siebie i swoje życie, a nikt inny nie dawał mi na to szansy.

Szpitalny zapisek
* Ból, nieprzenikniony, palący ból. To jedyne co teraz czuję. Jego siła jest nie do opisania. Ból z duszy i serca rozlał się po całym moim ciele. Boli mnie każdy jeden jego milimetr, od stóp do głów. Jestem na granicy wyczerpania. Nie wiem czy przetrwam. Może lepiej umrzeć…

Przeczytaj poprzednie części!
Uwaga – ważne informacje, przeczytaj zanim zastosujesz lub skopiujesz!

Autor



Gość Ajwen

Nie wiem jak obecnie wygląda możliwość leczenia szpitalnego zaburzeń odżywiania. Kilka lat temu hmmm nawet nie wiem jak to ująć, chyba stwierdzenie, że wyglądało tragicznie byłoby najlepsze. Choć i tak nie do końca trafne. Program leczenia anoreksji oferowały oddziały dziecięco-młodzieżowe, więc ja jako osoba pełnoletnia, pisałam prośbę o przyjęcie mnie na takowe do NFZ. Byłam na dwóch różnych oddziałach, w dwóch innych miejscach i w innych okresach. Miejsca te różniły się metodą leczenia, choć z perspektywy czasu nie wiem czy leczenie to dobrze użyte słowo. Dzisiaj napiszę o jednym z nich.

Oddział, w którym spędziłam łącznie ponad 9 miesięcy, stosował metodę behawioralną. Polegała na zabraniu osobie chorej wszystkich przywilejów. Każdy kilogram w górę wiązał się z przywróceniem któregoś z nich. Także na samym początku nie mogłam chodzić po oddziale, nie mogłam dostawać listów i paczek od rodziny (oczywiście posiadanie telefonu było zakazane), zabrano mi nawet zdjęcia, które ze sobą miałam, nie mogłam oglądać tv, czytać książek i gazet, wyszywać (wówczas moje hobby) nie miałam dostępu do komputera, nie byłam wyprowadzana na spacery razem z grupą….tak wyprowadzana. Spacer polegał na gromadnym wyjściu z oddziału pod opieką opiekuna i okrążaniu budynku szpitala. Jedzenie było dowolnością. Chciałam to jadłam, nie chciałam nie jadłam, nikt mnie nie zmuszał, nikt mnie nie pilnował, nikt nie wkładał do buzi. Ja byłam zdyscyplinowana pacjentką i posłusznie zjadałam nałożone na talerz produkty, które były nazywane jedzeniem, a które w gruncie rzeczy miały z nim niewiele wspólnego. Waga nie rosła lub rosła w niesamowicie wolnym tempie.

Wiecie co czuje człowiek zamknięty w budynku szpitala psychiatrycznego oglądający świat zza szpitalnych krat? Człowiek, a raczej już nie człowiek, którego rzeczywistość ogranicza się do szpitalnego łóżka? Bez kontaktu z najbliższymi, bez możliwości robienia czegokolwiek? ……najpierw czułam ból i strach a później ….później już nic. Po miesiącu nie miałam już nawet łez by płakać. Interwencje policji na oddziale, zapinanie w pasy i kaftany bezpieczeństwa, nocne wycia pacjentów, próby samobójcze – to co na początku przerażało i napawało grozą, później stało się po prostu codziennością, czymś zwykłym, wpisanym w każdy dzień. Każda sekunda spędzona na oddziale zabijała mnie strącając w otchłań niebytu. Przyjmowałam leki, mnóstwo leków, całe garście.

Kim byłam? Byłam nikim. Czym byłam? Byłam pustką… tą samą pustką, którą widziałam pierwszego dnia w oczach pacjentów. Dotychczas umierało moje ciało, w szpitalu powoli zaczynała umierać dusza. Dopiero po ponad miesiącu mogłam dostawać paczki i listy od rodziny. Świadomość, że przede mną jeszcze jakieś 15 kg do przytycia i skrajne załamanie poskutkowało dość szybkim osiągnięciem celu. Otrzymywałam od najbliższych niebywałe ilości jedzenia. Jadłam, całymi dniami, do granic możliwości. Opychałam się czym tylko mogłam. Miałam tylko jedno w głowie, przytyć. Jak najszybciej przytyć, wyjść stamtąd i żyć już normalnie. Myślę, że to szpitalne objadanie w jakimś stopniu dało początek temu z czym teraz się zmagam. Moją obecną zmorą – kompulsywnym jedzeniem.

Pewnie niejeden z Was zadałby to pytanie: Dlaczego mimo wszystko nie opuszczałam oddziału? Mało tego, jeszcze dwukrotnie tam wracałam? Bo to było jedyne miejsce i jedyni ludzie, którzy twierdzili, że mi pomogą. A ja wierzyłam. Dlaczego? Bo nie miałam innej alternatywy, bo bardzo chciałam żyć. Bardzo chciałam móc się znów uśmiechać i cieszyć, poznawać swoje odbicie w lustrze. Chciałam odzyskać siebie i swoje życie, a nikt inny nie dawał mi na to szansy.

Szpitalny zapisek
* Ból, nieprzenikniony, palący ból. To jedyne co teraz czuję. Jego siła jest nie do opisania. Ból z duszy i serca rozlał się po całym moim ciele. Boli mnie każdy jeden jego milimetr, od stóp do głów. Jestem na granicy wyczerpania. Nie wiem czy przetrwam. Może lepiej umrzeć…

Przeczytaj poprzednie części!
Uwaga – ważne informacje, przeczytaj zanim zastosujesz lub skopiujesz!

Autor

Gość Ajwen
8 czerwca 2016

Tagi

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Taka Ajwen – taka byłam, taka jestem (niedoskonała)

Mam trochę trudniej niż wiele osób, ponieważ jestem na tzw. świeczniku i powinnam dawać idealny przykład – być okazem zdrowia z piękną cerą i włosami. Tym czasem jestem takim samym człowiekiem jak każdy inny, mam

WIĘCEJ >

Piękno masz w sobie

  Dzisiaj do Ciebie właśnie kieruję ten wpis. Jesteś piękna, piękno masz w sobie, popatrz w lustro, popatrz sobie głęboko w oczy i powiedz do siebie KOCHAM CIĘ. Pewność siebie Kiedyś byłam jak „chłopak”. Zresztą…

WIĘCEJ >
jak być zdrowszym

Jak być zdrowszym? 22 proste wskazówki!

Co robić, aby być zdrowszym? Jakie proste zmiany można wprowadzić na co dzień, aby cieszyć się lepszym zdrowiem? Sprawdź! Jak być zdrowszym? 1. Pij wodę! Woda to najważniejszy płyn, który odpowiednio nawodni komórki i pomoże…

WIĘCEJ >

Marian – obżarstwo – cz.2

Uczciwie muszę przyznać, że panowałem perfekcyjnie nad obżarstwem porannym, ponieważ zawsze rano w ryzach trzymało mnie jeszcze obżarstwo wieczorne. W chwilach załamania lub po prostu słabości łamałem opracowane przez siebie zasady diety co wprowadzało mnie

WIĘCEJ >