fbpx
logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Brak wsparcia otoczenia a dieta

Brak wsparcia otoczenia a dieta

brak wsparcia w diecie

Pogoda ostatnio nam się lekko popsuła. Było już prawie lato, a teraz chmury, deszcz, wichury. Normalnie jesienna deprecha za oknem. Jak ktoś jeszcze walczy z dietą, to już w ogóle dramat. Wszędzie słyszy: „Do diety trzeba mieć pozytywne nastawienie”, „Trzeba sobie mówić: dam radę, wierzę w siebie, podołam, chcę być zdrowy i zmienić swoje życie!”. Proste, nie? Oczyma wyobraźni widzę tysiące ludzi z Hashimoto, którzy czytają te słowa i krzyczą głośno NIE! Brak wsparcia otoczenia jest sporym utrudnieniem w diecie.

Ja Was rozumiem, mieszkam z „hashimotką”. Dlatego też wiem doskonale, jak potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Co się dzieje, kiedy rodzina dowiaduje się, że chcemy przejść na dietę? Większość się cieszy (ludzie szczupli raczej na dietę nie idą, chociaż u nas w poradni dietetycznej są oni niemałym procentem).

Znam to z własnego doświadczenia. Gdy ważyłem 150 kg, wszyscy mnie namawiali na dietę – i rodzina, i koledzy. Jak waga zaczęła mi spadać, to nagle zaczęły się schody. Gdzie nie poszedłem, to było namawianie „do złego”. Te same osoby, które mnie namawiały do zmiany stylu życia, próbowały mnie wciągnąć z powrotem w złe nawyki. Jak? A chociażby poprzez ciągłe namawianie na drinka/piwo/wódeczkę. Przecież jak raz się napijesz, to nic się nie stanie. W końcu wszyscy mi dobrze życzą, pijemy za zdrowie, no to raz się można napić. Tylko, że te „razy” trwały od lipca do września i w ten sposób znów przybyło mi 10 kg. Walczyłem z tym pół roku. I znów było zdziwienie, że nie piję.

Rodzinne spotkania

Najgorzej jest na spotkaniach rodzinnych. Wszyscy cieszą się, że waga nam spada, lub że dana choroba autoimmunologiczna jest na dobrej drodze do remisji. Początkowo wszyscy kiwają głowami i gratulują, ale im wizyta trwa dłużej, tym jest gęstsza atmosfera, bo zaczyna się zapełnianie biesiadnego stołu. No i jak? Od cioci torcika nie spróbujesz? Biszkoptem się nie poczęstujesz? Zupa jest przecież pomidorowa to możecie jeść, a makaron możesz przecież zostawić. Zresztą, jak trochę makaronu zjesz, to nic się nie stanie. I tak dalej i tak dalej… Znacie to? Pewnie, że tak. Niestety, na takich spotkaniach bardzo łatwo odczuć całkowity brak wsparcia.

Wiecie, co jest najgorsze? Nawet jak ktoś w dobrej wierze coś nam przygotował, to i tak mamy rosyjską ruletkę ze składem danego dania. Dlaczego? Bo ludzie nie są świadomi tego, co jest w składzie poszczególnych rzeczy, których używają. Spece od marketingu na każdym kroku zapewniają nas, że ich gotowe produkty są super, bo ty, biedny zagoniony człowieku, nie tracisz czasu na gotowanie, a jesz ich smacznie i zdrowo. Niestety większość tego, co jest w sklepach, nie powinna już nazywać się żywnością.

Jak wyglądają takie wizyty dla nas, ludzi na wszelkich dietach? Albo siedzimy z czarną kawą lub wodą mineralną i słuchamy o tym, jacy to jesteśmy dziwni, albo zjadamy po kawałku łakoci przygotowanych przez krewnych, żeby nie robić nikomu przykrości. W pierwszym przypadku boli nas to, że jesteśmy niezrozumiani. W drugim – boli nas brzuch i mamy cały dzień z głowy, a przypadku chorób autoagresywnych mamy pogorszone wyniki kliniczne.

Brak wsparcia – czy da się coś z tym zrobić?

Wierzę i wiem, że się da. Co trzeba zrobić? Najpierw trzeba wychować samego siebie. „Nie” oznacza „nie” i koniec. Następnie trzeba pokazać wszystkim, że potrafimy trzymać się swoich zasad. W większości przypadków zaczną się podchody, komu pierwszemu uda się nas „złamać”.
To prawdziwy trening dla naszej silnej woli. Poza tym swoim dobrym przykładem mamy szansę przekonać chociaż jedną osobę z rodziny czy znajomych do zmiany swojego stylu życia.

Z doświadczenia wiem, że przekonywanie i argumentowanie jest słabe. Dopiero dawanie świadectwa własną postawą może przekonać kogokolwiek, że to, co robimy, jest szczere i prawdziwe. My mamy trochę łatwiej, mamy szczęście, że jesteśmy z Asią małżeństwem na dobre i na złe i zawsze się wspieramy. Obejrzyj nasze wspólne webinarium „Samotność w dietetycznej rzeczywistości”.

Dołącz do naszej grupy wsparcia:

Prawa autorskie – zapoznaj się!

Autor



Paweł Jackowski

Pogoda ostatnio nam się lekko popsuła. Było już prawie lato, a teraz chmury, deszcz, wichury. Normalnie jesienna deprecha za oknem. Jak ktoś jeszcze walczy z dietą, to już w ogóle dramat. Wszędzie słyszy: „Do diety trzeba mieć pozytywne nastawienie”, „Trzeba sobie mówić: dam radę, wierzę w siebie, podołam, chcę być zdrowy i zmienić swoje życie!”. Proste, nie? Oczyma wyobraźni widzę tysiące ludzi z Hashimoto, którzy czytają te słowa i krzyczą głośno NIE! Brak wsparcia otoczenia jest sporym utrudnieniem w diecie.

Ja Was rozumiem, mieszkam z „hashimotką”. Dlatego też wiem doskonale, jak potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Co się dzieje, kiedy rodzina dowiaduje się, że chcemy przejść na dietę? Większość się cieszy (ludzie szczupli raczej na dietę nie idą, chociaż u nas w poradni dietetycznej są oni niemałym procentem).

Znam to z własnego doświadczenia. Gdy ważyłem 150 kg, wszyscy mnie namawiali na dietę – i rodzina, i koledzy. Jak waga zaczęła mi spadać, to nagle zaczęły się schody. Gdzie nie poszedłem, to było namawianie „do złego”. Te same osoby, które mnie namawiały do zmiany stylu życia, próbowały mnie wciągnąć z powrotem w złe nawyki. Jak? A chociażby poprzez ciągłe namawianie na drinka/piwo/wódeczkę. Przecież jak raz się napijesz, to nic się nie stanie. W końcu wszyscy mi dobrze życzą, pijemy za zdrowie, no to raz się można napić. Tylko, że te „razy” trwały od lipca do września i w ten sposób znów przybyło mi 10 kg. Walczyłem z tym pół roku. I znów było zdziwienie, że nie piję.

Rodzinne spotkania

Najgorzej jest na spotkaniach rodzinnych. Wszyscy cieszą się, że waga nam spada, lub że dana choroba autoimmunologiczna jest na dobrej drodze do remisji. Początkowo wszyscy kiwają głowami i gratulują, ale im wizyta trwa dłużej, tym jest gęstsza atmosfera, bo zaczyna się zapełnianie biesiadnego stołu. No i jak? Od cioci torcika nie spróbujesz? Biszkoptem się nie poczęstujesz? Zupa jest przecież pomidorowa to możecie jeść, a makaron możesz przecież zostawić. Zresztą, jak trochę makaronu zjesz, to nic się nie stanie. I tak dalej i tak dalej… Znacie to? Pewnie, że tak. Niestety, na takich spotkaniach bardzo łatwo odczuć całkowity brak wsparcia.

Wiecie, co jest najgorsze? Nawet jak ktoś w dobrej wierze coś nam przygotował, to i tak mamy rosyjską ruletkę ze składem danego dania. Dlaczego? Bo ludzie nie są świadomi tego, co jest w składzie poszczególnych rzeczy, których używają. Spece od marketingu na każdym kroku zapewniają nas, że ich gotowe produkty są super, bo ty, biedny zagoniony człowieku, nie tracisz czasu na gotowanie, a jesz ich smacznie i zdrowo. Niestety większość tego, co jest w sklepach, nie powinna już nazywać się żywnością.

Jak wyglądają takie wizyty dla nas, ludzi na wszelkich dietach? Albo siedzimy z czarną kawą lub wodą mineralną i słuchamy o tym, jacy to jesteśmy dziwni, albo zjadamy po kawałku łakoci przygotowanych przez krewnych, żeby nie robić nikomu przykrości. W pierwszym przypadku boli nas to, że jesteśmy niezrozumiani. W drugim – boli nas brzuch i mamy cały dzień z głowy, a przypadku chorób autoagresywnych mamy pogorszone wyniki kliniczne.

Brak wsparcia – czy da się coś z tym zrobić?

Wierzę i wiem, że się da. Co trzeba zrobić? Najpierw trzeba wychować samego siebie. „Nie” oznacza „nie” i koniec. Następnie trzeba pokazać wszystkim, że potrafimy trzymać się swoich zasad. W większości przypadków zaczną się podchody, komu pierwszemu uda się nas „złamać”.
To prawdziwy trening dla naszej silnej woli. Poza tym swoim dobrym przykładem mamy szansę przekonać chociaż jedną osobę z rodziny czy znajomych do zmiany swojego stylu życia.

Z doświadczenia wiem, że przekonywanie i argumentowanie jest słabe. Dopiero dawanie świadectwa własną postawą może przekonać kogokolwiek, że to, co robimy, jest szczere i prawdziwe. My mamy trochę łatwiej, mamy szczęście, że jesteśmy z Asią małżeństwem na dobre i na złe i zawsze się wspieramy. Obejrzyj nasze wspólne webinarium „Samotność w dietetycznej rzeczywistości”.

Dołącz do naszej grupy wsparcia:

Prawa autorskie – zapoznaj się!

Autor

Paweł Jackowski
20 czerwca 2016

Tagi

Komentarzy: 1

  1. Avatar Hybriska 16 lipca 2017 o 08:39

    Bardzo Ci dziękuję za ten wpis, bo już myślałam że tylko moje otoczenie w tym rodzina, która powinna przecież nas wspierać, tak się zachowuje.
    Tak naprawdę szczerze to wspiera mnie tylko mąż. Psychicznie jak i fizycznie : nie marudzi gdy szukam kilka minut dziwnego składnika w sklepie potrzebnego do diety albo wysyłam go z misją znalezienia czegoś. Pomaga mi dużo więcej przy dzieciach i dużo częściej dla nich gotuje gdy ja chwilowo jestem zajęta robieniem swojego posiłku bo niestety nie wszystkie dania możemy jeść razem.

    Co do reszty rodziny, ciekawa jestem z czego wynika to niemiłe zachowanie, masz jakieś wnioski? Czy to zwykła zawiść że ktoś potrafi się spiąć i nie ulegać? Wtedy im łatwiej jest z tym że biorą do ust kolejny kawałek ciasta?
    Przecież ja krzywo na nikogo nie patrzę i nie pytania nigdy nie opowiadam o zdrowym odżywianiu, nie robię krucjaty wśród rodziny chcąc ich na siłę przekonać do zdrowszych nawyków.
    Tymczasem co chwile dostaje pytania i to głównie od jednej osoby „no ile już schudlas” „i co, nie podjadasz nic? „” i jak, są jakieś efekty? „(jakby nie było ich widać, 6kg w ciągu ostatniego miesiąca) czuć drwine i zawód gdy mówię że trzymam dietę, że nie zjem deseru, że już jadłam obiad i dziękuję za posiłek ale nie zjem.
    A wcześniej jak mówisz rady żeby schudnąć od osób które nigdy nie były na diecie, podsuwanie diet kopiuj wklej z pism czy też kompletnych zabójców metabolizmu jak dieta kopenhaska.

    Gdybym zrozumiała mechanizm dlaczego tak ludzie postępują byłoby mi łatwiej 🙂

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

gluten

Odstaw te 2 produkty, a poczujesz się lepiej

W diecie Polaków są dwa ulubione produkty: pszenica (chleb, bułki, pierogi) oraz produkty mleczne (mleko, jogurty oraz serki wiejskie). Pomimo że jemy je codziennie po kilka razy, nie czujemy monotonii, nudy czy braku urozmaicenia. Kiedy…

WIĘCEJ >

Eko-babeczka i renifery (św. Mikołaj)

Babeczka!! Ja przecież nie jem chleba, nie potrzebuje, nie chcę, źle się po nim czuję. Wczoraj symulowałam "ucztę reniferów" (był mikołaj). Moje dziecko powiedziało, że należy przygotować mleczko i babeczki dla reniferów. 15min od zjedzenia

WIĘCEJ >

Sezon ogórkowy!

Ogórek, ogórek, ogórek, zielony ma garniturek… Ponieważ dosłownie i w przenośni jest sezon ogórkowy, czasami przy obieraniu ogórków podśpiewuję sobie piosenkę „Fasolek”, którą znam z dzieciństwa. Co to w ogóle jest ogórek? Teraz uwaga, kto nie…

WIĘCEJ >

Zmiany żywieniowe na przestrzeni wieków

Szacuje się, że obecnie w Stanach Zjednoczonych do żywności dodaje się ponad 2500 różnych substancji. Przeciętny Amerykanin spożywa około 5 kilogramów różnych dodatków do żywności rocznie.

WIĘCEJ >